Teksty piosenek

 

TANGO TANGER (Fafaberie, 2010)

 

Bezzębny alfons proponuje mi kobietę ciemną jak noc,

Z jointa jak kciuk zrzucając popiół, mierzwiąc kosmaty tors,

Mówiąc, że takie ciało za dwie dychy wprawia w wrzenie krew,

Mając w gębie sprawność większą niż tenorów trzech.

Ona się pręży stawia żagle i tłusty odsłania kark,

Jakby wiedziała, że Sokrates mój nad ranem z hokera spadł,

Zalany w trupa, rozdeptany przez starą, odwieczną grę,

Grę, w której brzytwa jest, co lubi ciąć za cudzy grzech.

 

To tango Tanger, kto wie, czy nie ostatnie tango

Dla starego durnia, który zagrał nie tą kartą,

Choć z kobry nóż ma, nie rewolwer, krew w Paryżu Brando!

Starczy, by lustro stłuc i nowa zacząć grę…

 

Wbijać swe zęby – brak mi już sił – w „gazelę” tą ni w nic,

Jak gdybym czuł, że w talii brak nowych rozdań, nowych żyć,

Czy podniosę cię za rękę, jeśli dałem słowo ci,

Szepce mi do ucha Burroughs – piekła nie ma upuść krwi!

– Piekła nie ma – szepce Burroughs, a miasteczko, to ma woń

Wszelkiej maści degenery, tylko swą odbezpiecz broń,

I tak przecież rozdeptałeś prawie wszystko, co żeś miał,

O co jeszcze byś się trwożył, czego jeszcze byś się bał?

Asillah 2006

 

W DNIU URODZIN ( Fafaberie, 2010)

 

Mój brat od pociętych palców,

Nepalczyk na łonie królowej,

Buddysta, który nie stroni,

Mistrz jogi i piły tarczowej

 

Zaprosił mnie razu na dziwki:

Gdyż dzień był jego urodzin

„It’s cheap, exclusive – believe me!”

– rzekł z Jasiem Wędrowcem na lodzie

 

– Nie – powiedziałem – nie mogę,

Ja brzydzę się, ja się boję

Noc taka piękna, tak czysta

Wypatrzą mnie w tym ogrodzie.

Wypatrzy mnie sw. Bartłomiej,

Zawstydzi mnie piękne niebo,

Stał, śmiał się parabuddysta

Z paraateisty miękkiego…

 

Mój brat od pociętych…

 

Wrócił na rauszu niebawem

Z jakąś kokotą przebrzydką,

„Good deal-my friend ! „- zapewnił

Z „Good dealem” w pokoju zniknął

 

Zbudził mnie sen przenikliwy,

Okrutny bijący w sedno:

Patrzyłem na pustynne niebo

Na zimne ogrodu piękno.

On chrapał zza ściany soczyście,

Zapewne, nie śniąc otchłani

Spal Bóg jego, spało ciepło

Realne spłacone funtami.

Swindon 2006

 

FA,FA PRZY GOLENIU ( Fafaberie, 2010)

 

Zdiagnozował tak mnie Szaman – bez wątpienia grubo aury uszło z pana,

Wręcz zniknęła jej połowa, ma diagnoza – schizofrenia to duchowa,

Więc, choć codziennie mój kabaret w dość jałowym sosie duszę każdą marę,

To wieczorem wśród pieleszy lubię sobie każdą taką marę wskrzesić.

 

Lubię wracać do kołyski – winko, piwko, wódka , haszyk oraz whisky,

Się szlajając po Europie – sprawdzić, gdzie co tańsze, gdzie co lepiej kopie,

A nad ranem przy swej kobiecie, wśród przyjaciół ma samotność mnie oplecie,

Czarta wskrzesi me przepicie i zakwili w duszy mi Komedą Krzysiem.

 

Jem w fast foodach, kocham piłę, w Czempionszipka mógłbym zarznąć każdą chwilę,

Bywam zły, bywam wyuzdany, gdy za mocno napnę naciąg mej membrany,

Krew mnie brzydzi, zwalczam zbrodnie, na tapczanie w gaciach sobie tkwiąc wygodnie,

Pluję w twarz na ekran szuja, nóg z zastawionego stołu nie zdejmując.

 

Co zaś tyczy się piosenek – to zarzuca pan mi permanentną ściemę,

Że się nijak ma ten patos do codziennych mych upodleń. – Co ja na to?

Co ja na to, że piosnce służy, kiedy jej się we krwi mocno nie zanurzy,

Standardowo coś o pannach, by duszyczki nie zmęczyła piosnka żadna.

 

Tak odpowiem na te biedę – pozytywnej chcesz wibracji puść se reggae,

Mam swą żółć do wyrzygania i mi wisi, czy przyjemne to dla pana,

Moja spowiedź ma terapia, co w 3/4 i tak w mą szufladę trafia,

Bo ambicją mą nie spektakl, lecz zabawa piórem w sercu mego pieka

York 2006

 

LUSTRA RODIONA (Fafaberie, 2010)

 

Jej oczy pełne łez, jej oczy płoną krwią,

Bo zapłaciła znów za procentowe szkło,

Degustant tanich piw, co się w cygana wdał

Nic nie kupowałby, a tylko w gardło lał;

I ona myśli tak – ach wąski jest ten gość,

Przy tych, co tańczą tu, obfity chyląc trzos

Nie odżywiony on i od używek zbladł

I się uczepił rzep psiego ogona tak…

 

Moja kochana powiem tylko to

– W twoich oczach lustrzane widzę szkło,

Winny-niewinny, wina światła gra,

Jestem powietrzem, twoje oczy mną.

 

A jego oczy zaś zalane są już w sztok

I nadużywa słów, a mówiąc gubi krok,

Lecz w tym paplaniu tkwi, że jestem mu jak brat,

Który zapomniał i jak tramp wyruszył w świat

Na szczyty mroźnych gór, w żar południowych słońc,

W wewnętrzny klasztor swój, w zewnętrzny burdel żądz;

A był już niezły plan, nie jeden dobry czas

I to, co trzeba też chłodziło się nie raz…

 

Drogi kolego powiem…

 

Najczulsze oczy zaś do stwórcy cały czas

Podnoszą się, by zeń wyrwał ten czarci chwast,

Bo przecież mógłby mieć, tak wiele dał mu pan,

Jak długo może żyć tak bez niczego, sam;

Ta teczka, po co mu i, na co te sześć brzytw,

Którymi szarpie drań i rani się do krwi,

Jest tyle dobrych rąk i uświęconych dróg,

Więc po cholerę tam lezie, gdzie noc i brud…

 

Moja najmilsza powiem…

Swindon 2007

 

BODO (Popołudnie, 2014)

 

Z Gardenią za prawym uchem Reri rozwiesza makatki

W pokoju z desek czerwonych,  którym płynę po ziemi matni

O jeden paszport za dużo, scenariusz w  czas nie trafiony

Zbyt często z tali wybrany,  pod rząd as trefl odwrócony

 

Szkło w oku i całus królowej co zmienia w lód całą wolę

Ostatni skowyt przed skokiem,  kamienie, Witek , Chevrolet

Już Kotłas jak Bristol panowie, srebrem liberii lśnią wrony

Wzdłuż ścieżki z liści i błota,  jak przy dywanie czerwonym.

Karwia 2011

 

HANDLARZ WINEM ( Popołudnie, 2014)

 

Dość wątły był i zapatrzony we wszystkie te okręty widma

Pod których to banderami ramiona zamieniał na skrzydła

Od wsi gdzie w dzień katalońskiego słońca żar moc win rasował

Do miasta gdzie w białe noce

-spieniężał się ten zacny procentowy towar

 

Więc szeleścił frank a Słowianki biustami gniotły kołnierzyk

I tusz z ich rzęs na bokserkach znaczył ślady najwyuzdaniszych pacierzy

Tak pas się Bóg jego własny  w woni wódki, piżma i dymu

By nabrać sił przed powrotem

-do tej wsi gdzie wysychał gdzie z nudów ginął

 

Na wzgórzu pod  jeszcze mroźnym- białej Canigou łabędziem

Stał Mercedes ?Benz ze sztucerem co dziki z nóg ścinał w lawendzie

W wiosenny świt stał jak paproch z jej skrzydeł strzepnięty na kamień

I stygła krew w ustach tego

– co swego głodu nasycić już nie był w stanie

Toruń 2010

 

POPOŁUDNIE  ( Popołudnie, 2014 )

 

Jeszcze wcześnie a wdowie łzy już kapią na dłonie

Bo na skraju polany dojrzewają aronie

Dojrzewają aronie na purpurę przed-końca

Za polaną gdzieś księżyc -ona wciąż pełna słońca

 

Na tej polanie, popołudniowy taniec…

 

Jeszcze wcześnie lecz wdowa ręką lepką od malin

Zbiera listy i zdjęcia -mieląc je na korale

Mieląc je  na korale -na naszyjnik wieczorny

Bo choć słonce wciąż pełne -wiatr pojawił się chłodny

Toruń 2011

 

RUUD KULIK ( Popołudnie, 2014)

 

W koszulce z Hugo Sanchezem z poliestru co wżerał się w ciało

Lewym skrzydłem jak gnu pomykał wczuwając się że gra w Realu

 

Korkotrampki czarne Stomilu ryły trawie mokre rosą poranną

Nic że w trawie tej dychał Czarnobyl a cukrownia zionęła kampanią

 

I nie było szczęśliwszych od niego ani takich co dumniej się czuli

Gdy po golach co wbił Poznaniowi dostał ksywkę od funfli Ruud Kulik

 

Nie wydziwiał, nie kręcił, nie dumał, miał problemy konkretne i szczere

Czemu Lechia gra wciąż w drugiej lidze, czemu trener chce go zrobić stoperem ?

 

I był pewien  kiedy zapuszczał -kometę w stylu Jacka Ziobera

Że czeka go higieniczny żywot  i zasobna w sukcesy kariera

Toruń 2011

 

TRZY SNY ( Popołudnie 2014)

 

W chwili śmierci zmartwychwstanie -wyruszyli więc piraci

Błyszczą noże pod powieką -nad powieką noc, zaświaty

Wypłynąłem łodzią z wosku za swym zeszło dniowym cieniem

Lecz dopadli mnie Samowie łupiąc na morzach Karelii

Tik  tak

Później mój samolot łabędź w mieście pachnącym harissą

Załopotał skrzydłem -uciekł, stałem z nerwów się kołysząc

Na balkonie pod agawą, zegar krzywił się od żaru

Łabędź był jak obietnica -śniona w matni czasu czarów

Tik tak

Potem z ojcem na Żuławach strzelaliśmy w białe lisy

Nagle mgła zaczęła rosnąć, ojciec niknąć  -chciałem krzyczeć

By poczekał  -że mi zimno że tej ścieżki nie znam wcale

I się boję pod tą wierzbą, której wrony jak korale

Tik tak

Toruń 2010

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Comments are closed.